Prowansalski styl fasady przyciąga wzrok i zachęca do odwiedzin. Dobra lokalizacja - tuż przy rynku to bez wątpienia plus. Wnętrze atrakcyjne, przestronne i z pomysłem. Do naszej dyspozycji mamy 3 poziomy, a każde piętro, to nieco inny klimat, dzięki czemu, sami możemy wybrać czy wolimy posiedzieć przy barze, czy też rozsiąść się wygodnie na kanapie w bardziej intymnej atmosferze.
Restauracja oferuje nam tajemniczo brzmiąca, kuchnie witariańską. Charakteryzuje się ona potrawami niepodgrzanymi powyżej 42C°,a jej głównymi składnikami są warzywa, owoce, ziarna, nasiona i oleje tłoczone na zimno.
Menu w Machinie się zmienia codziennie. Zamiast tradycyjnie drukowanej rozpiski, mamy tu tablice i kredę. Serwowane tu jedzenie jest organiczne, świeże i bez mięsa, tak więc bez obaw, może się tu najeść do syta każdy wegetarianin.
Dość egzotyczne. jak dla mnie dania, skłoniły mnie, do nieco bardzie zachowawczego wyboru, pity z hummusem, jednak jak wielkie było moje zdziwienie kiedy zobaczyłam to!
Falafel w połączeniu z humusem, okraszony kiełkami, istny majstersztyk! Mam nadzieje, że zdjęcie, choć w połowie oddaje wspaniałość tej potrawy i radość moich kubków smakowych.
Bez wątpienia warto tu wpaść i to nie tylko by napełnić żołądek. Można tu podładować baterie, odkryć wiele ciekawych smaków i nasycić się nie byle czym.
A wszystko w rozsądnych jak na Wrocław cenach.
A wszystko w rozsądnych jak na Wrocław cenach.



